Rosnące koszty energii, presja regulacyjna i konkurencja ze strony producentów spoza Unii Europejskiej coraz częściej wpływają na decyzje inwestycyjne firm przemysłowych. W regionach opartych na produkcji oznacza to realne obawy o miejsca pracy. Jednym z przykładów jest sytuacja w Zagórowie w Wielkopolsce, gdzie firma LoadLok – należąca do międzynarodowego holdingu – kończy działalność. O przyczynach tej decyzji, wpływie europejskiej polityki klimatycznej na przemysł oraz nastrojach pracowników rozmawiamy z Remigiuszem Ładowskim, przewodniczącym Organizacji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” Roland International Polska w Kunach (pow. turecki).
„Zamówień nie brakowało, problemem stały się koszty”
W czerwcu zakończy działalność zakład Loadlok w Zagórowie. Co oznacza ta decyzja dla pracowników i regionu?
Remigiusz Ładowski: To bardzo trudna sytuacja dla lokalnej społeczności. W zakładzie w Zagórowie pracuje obecnie 37 osób i od 16 marca rozpoczną się zwolnienia grupowe. Firma zakończy działalność w czerwcu i przeniesie produkcję na Litwę. W praktyce oznacza to, że ponad 20 osób straci pracę. Część pracowników będzie mogła kontynuować zatrudnienie w innych działach produkcyjnych holdingu w zakładzie w Kunach, gdzie funkcjonuje Roland International Polska, zatrudniający ponad 300 osób i produkujący plandeki transportowe.
Czy pracownicy z Zagórowa dostali propozycję pracy w Kunach?
Remigiusz Ładowski: Tak. Firma formalnie zaoferowała miejsca pracy wszystkim zainteresowanym. Problem polega jednak na realiach życia. Między Zagórowem a Kunami jest blisko 60 kilometrów. Przy obecnych kosztach paliwa i czasie dojazdów dla wielu osób to po prostu nieopłacalne. Ostatecznie około połowa pracowników nie zdecydowała się na takie rozwiązanie.
„Produkcja przestała się opłacać”
Zakład nie narzekał na brak zamówień. Dlaczego więc zapadła decyzja o jego likwidacji?
Remigiusz Ładowski: To jest właśnie najbardziej bolesne. Problemem nie był brak pracy czy klientów. Produkcja przestała się opłacać. Główną przyczyną są rosnące koszty energii elektrycznej oraz obciążenia podatkowe. System handlu emisjami ETS powoduje wzrost cen energii, a to bezpośrednio przekłada się na koszty produkcji w przemyśle. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik – konkurencja z krajów spoza Unii Europejskiej. Zdarza się, że koszt samych podzespołów w Europie jest wyższy niż gotowy produkt oferowany przez firmy ze Wschodu. W takich warunkach utrzymanie produkcji w Polsce staje się coraz trudniejsze.
Zielony Ład i przemysł. Wśród pracowników pojawiają się głosy krytyki wobec polityki klimatycznej Unii Europejskiej, w tym Zielonego Ładu. Jak Pan to ocenia?
Remigiusz Ładowski: Trzeba jasno powiedzieć: transformacja energetyczna jest potrzebna, ale tempo i sposób jej wprowadzania budzą ogromne obawy w przemyśle. Europejski Zielony Ład zakłada radykalne ograniczenie emisji i odchodzenie od paliw kopalnych. Problem w tym, że przedsiębiorstwa muszą funkcjonować tu i teraz. System ETS powoduje wzrost cen energii, a przemysł energochłonny płaci za to najwyższą cenę. W efekcie firmy zaczynają przenosić produkcję tam, gdzie koszty są niższe – często poza Unię Europejską albo do krajów, gdzie energia jest tańsza. Z punktu widzenia pracowników oznacza to jedno: utratę miejsc pracy
„Obawiamy się efektu domina”
Czy obawia się Pan, że podobne decyzje mogą podejmować kolejne firmy?
Remigiusz Ładowski: Tak, takie ryzyko istnieje. Jeżeli koszty energii i produkcji będą dalej rosły, a jednocześnie europejski przemysł będzie konkurował z produktami z krajów o znacznie niższych standardach środowiskowych i kosztach pracy, to firmy będą szukały tańszych lokalizacji. To może prowadzić do stopniowego przenoszenia produkcji poza Polskę i poza Unię Europejską. To z kolei oznacza problemy na rynku pracy – szczególnie w mniejszych miastach, gdzie jeden zakład często jest jednym z głównych pracodawców.
Porozumienie ze związkami. Jakie wsparcie otrzymają pracownicy, którzy stracą zatrudnienie?
Remigiusz Ładowski: Udało się wynegocjować porozumienie między NSZZ „Solidarność” a dyrekcją zakładu. Pracownicy zatrudnieni w holdingu powyżej pięciu lat otrzymają dodatkowe wynagrodzenie – wyższe niż przewiduje kodeks pracy. To forma rekompensaty za utratę zatrudnienia. Ponadto firma zobowiązała się do zorganizowania szkoleń dla zwalnianych pracowników. Będą one dotyczyć między innymi umiejętności negocjacyjnych i przygotowania do procesu rekrutacji u nowych pracodawców.
„Nastroje są trudne”
Jak dziś wygląda sytuacja wśród pracowników?
Remigiusz Ładowski: Nastroje są, delikatnie mówiąc, minorowe. Ludzie są rozczarowani i zaniepokojeni swoją przyszłością. Wielu z nich pracowało w tej firmie od lat. Dla części z nich znalezienie nowej pracy w regionie może być wyzwaniem. Zwolnieni pracownicy bardzo często wskazują jako przyczynę swojej sytuacji właśnie politykę klimatyczną Unii Europejskiej, w tym Zielony Ład i system ETS. W ich odczuciu to regulacje, które w praktyce uderzają w przemysł i miejsca pracy.
Rynek pracy w cieniu transformacji
Historia zakładu w Zagórowie pokazuje szerszy problem, z którym mierzy się dziś europejski przemysł. Transformacja energetyczna i cele klimatyczne mogą oznaczać nie tylko zmianę technologii produkcji, ale także głębokie przetasowania na rynku pracy. W regionach przemysłowych każde przeniesienie produkcji czy zamknięcie zakładu wywołuje efekt domina – od utraty miejsc pracy po osłabienie lokalnej gospodarki. Dlatego coraz częściej pojawia się pytanie, jak pogodzić ambitne cele klimatyczne z utrzymaniem konkurencyjności europejskiego przemysłu i stabilności zatrudnienia.
